O nas

Pierwsza nalewka była ponoć dziełem ojca medycyny, Hipokratesa, stąd napój z wina i miodu z dodatkiem przypraw nazywano „Hipokrasem”.

Do Polski moda na nalewki (lub kordiały, jak je niegdyś zwano) dotarła prawdopodobnie wraz z Henrykiem Walezym. Tutaj zaczęto też wyrabiać napój zwany krupnikiem. Wkrótce w apteczce każdego polskiego dworku stało kilka gatunków nalewek, a receptury przekazywano sobie z pokolenia na pokolenie, często dopiero w testamencie.

Nasza osobista przygoda z nalewkami zaczęła się od klasycznej wiśniówki. Przepis dostaliśmy od wujaszka, który swoimi specjałami raczył nas od lat. Metodą prób i błędów opracowaliśmy własną recepturę (nieco bardziej wytrawną). A gdy już wiśniówka była gotowa i okazała się wielkim sukcesem, apetyty się zaostrzyły i postanowiliśmy iść za ciosem. Kolejna nalewka – pomarańczowa gorzka okazała się zbyt wytrawna, jednak po dodaniu miodu porywała tłumy. Potem ofiarą naszego hobby padły śliwki węgierki. Teraz większość roślin budzi w nas pytanie – czy z tego da się zrobić nalewkę… Jak się okazuje, odpowiedź zazwyczaj brzmi: tak! Trzeba tylko mieć wolny słoik lub gąsiorek i pomysł. Gorąco zapraszamy was do własnych eksperymentów. Przygotowanie jest zwykle bardzo proste, uciążliwy może być jedynie czas macerowania i późniejszego dojrzewania – ale warto czekać. Kiedyś zachwycaliśmy się sklepowymi nalewkami, dziś przechodzimy obok półek z tymi alkoholami obdarzając je co najwyżej pobłażliwym uśmieszkiem. Nic nie jest w stanie dorównać smakowi i aromatowi domowych przetworów, szczególnie takich, które przygotowaliśmy własnoręcznie aby potem podzielić się nimi z rodziną czy przyjaciółmi. I powiedzcie sami – czy nie warto kultywować tradycji?

Jeśli spodobała wam się nasza strona, zachęcamy do polubienia jej na Facebooku, Twitterze i G+

A jeśli macie pytania, zapraszamy również do kontaktu pod adresem:

nalewkownia

Sztuka przyrządzania nalewek wraca obecnie do łask. Coraz częściej te wspaniałe, domowej roboty trunki podawane są na spotkaniach towarzyskich. Starannie przygotowane nalewki nadają się do picia już po kilku miesiącach, jednak im dłużej stoją, tym szlachetniejszego nabierają smaku i aromatu. Dobra nalewka czeka na degustację czasem kilka lat, a każdy rocznik, podobnie jak wino, smakuje inaczej – to zależy np. od tego, czy owoce dojrzewały w słońcu, czy też lato było pochmurne, deszczowe. Warto jednak poczekać, by w długie zimowe wieczory delektować się kieliszkiem trunku domowej roboty. Na pewno czekanie się opłaca – żadne gotowe, kupione w sklepie nalewki czy likiery nie będą smakowały jak te, zrobione własnoręcznie.

„Piwo, wino, nalewki” Barbara Jakimowicz-Klein


Reklamy